Mass Effect 3 oprócz rozbudowanej kampanii dla jednego gracza posiadać będzie tryb kooperacyjny, w postaci znanej już Hordy. BioWare postanowiło nie sprzedawać nam kota w worku i oba moduły możemy przetestować w wypuszczonym w zeszłym tygodniu demie. Sprawdźmy więc, jak prezentuje się co-op!
Muszę przyznać, że średnio interesował mnie tryb kooperacyjny w Mass Effect 3 i traktowałem go bardziej jako ciekawostkę, niż coś rewolucyjnego. Space operę BioWare uwielbiam za rewelacyjnie przygotowane gry dla jednej osoby, głównie za świetnie opowiedzianą historię w każdej z nich. Oczywiście, ucieszyłem się z wiadomości, że w trzeciej odsłonie przygód Sheparda dostanę możliwość zabawy z przyjaciółmi przez internet, jednak forma tej części niebyt mnie przekonała. Z tego więc powodu postanowiłem przetestować to, co Electronic Arts zdecydował się pokazać w wersji demonstracyjnej.
Wszyscy ci, którzy posiadają Battlefielda 3 otrzymali wcześniejszy dostęp do multiplayera w Mass Effect 3, co według mnie jest całkiem dobrym posunięciem ze strony EA. W końcu jakoś wypada nagrodzić swoich odbiorców. Reszta musiała czekać trzy dni i przez ten czas mogła zadowolić się jedynie zawartością dla jednego gracza, którą ja pominąłem. Za nic w świecie nie chcę popsuć sobie nawet w najmniejszym stopniu zabawy z pełną wersją kampanii. Postanowiłem więc ograniczyć się do przetestowania tylko i wyłącznie trybu kooperacyjnego, do którego miałem największe wątpliwości. I od razu dodam, że wątpliwości te zniknęły już po pierwszych piętnastu minutach gry.
By zagrać w wersję demonstracyjną (jak i zapewne pełną) potrzebny nam jest zainstalowany Origin (czyli Steam w wykonaniu Electronic Arts). Przez ten właśnie program musimy ściągnąć demo, które waży niewiele ponad 2 GB. Gdy już to zrobimy, możemy je uruchomić. W menu wybieramy tryb rozgrywki i gdy już przejdziemy do modułu wieloosobowego, gra od razu nakaże skonfigurować nam pierwszą postać. Do wyboru mamy 6 klas, a są to: Adept, Żołnierz, Inżynier, Szturmowiec, Strażnik i Szpieg. Każda z nich ma unikalne umiejętności i każdą z nich musimy rozwijać osobno. Początkowo skonfigurować możemy tylko imię i kolor zbroi naszego bohatera, dopiero po zdobyciu kolejnych poziomów doświadczenia będziemy mogli rozwijać nasze umiejętności. Proces ten przebiega szybko i intuicyjnie, a jeżeli graliśmy już w poprzednie odsłony Mass Effecta, to nie będziemy mieli z tym najmniejszych problemów. Podczas zabawy zdobywamy również kredyty, które wykorzystać możemy w sklepie gry. Kupimy tam Pakiet rekruta lub Pakiet weterana, w których zawsze znajdziemy losowe przedmioty i postacie.
Po każdej rozgrywce należy udać się do zakładki Postać, gdzie ulepszymy naszego bohatera. Jeśli awansowaliśmy na kolejne poziomy, wykorzystamy punkty umiejętności w Mocach. Jeśli posiadamy nowe bronie lub ulepszenia do nich, skorzystamy z opcji Uzbrojenie. W Ekwipunku mamy możliwość wyboru dodatkowego zaopatrzenia, które nie raz uratowało mi życie w trakcie obrony. Zawsze możemy również zmienić kolor zbroi naszej postaci w zakładce Wygląd. Jeśli znudzi nam się gra jedną klasą, to dzięki opcji Zmień postać możemy przełączyć się na inną.
Demo umożliwia zabawę na dwóch, zróżnicowanych mapach. Baza Duch znajduje się na planecie Benning a Baza Biel na Noverii, obie są w tym samym układzie. Ta pierwsza ma więcej wolnej przestrzeni, przez co grupa graczy często się rozdziela. Baza Biel natomiast ma na środku punkt strategiczny, na którym zorganizowana drużyna jest niemal nie do ruszenia. Na obu mapach walczymy przeciwko Cerberusowi, ale w pełnej wersji dostaniemy więcej frakcji do ubicia. Przy zakładaniu gry mamy również możliwość wyboru poziomu trudności, ale ciężko mi było znaleźć kogoś na tym najwyższym. Możliwe więc, że wymaga on większego przygotowania i losowa ekipa nie da sobie z nim rady.
Jak wygląda sama rozgrywka? Strzelanie jest bardzo przyjemne, choć do sterowania postacią trzeba się przyzwyczaić. Przylepianie i odlepianie od ścian bywa czasem toporne, zwłaszcza, jeśli wróg nas zaskoczy i będzie stał obok. Razem z naszymi towarzyszami musimy przetrwać 10 fal wrogów, a podczas niektórych dostaniemy do wykonania pomniejsze zadania, jak zhakowanie jakiegoś komputera czy szybkie zabicie określonych przeciwników. Wszystkie te misje są na czas i jeśli ich nie wykonamy, zakończy to automatycznie naszą grę. Współpraca w drużynie jest tutaj priorytetem, jeśli drużyna się rozbiegnie i każdy będzie grał „dla siebie”, skończy się to najprawdopodobniej niepowodzeniem. Jeśli nasz towarzysz polegnie, mamy szansę na jego wskrzeszenie. Spodobało mi się również to, że gra nie irytuje gdy ktoś nam ukradnie fraga. Naliczane są bowiem nie zabójstwa, ale punkty obrażeń, które następnie przemieniają się w uzyskane doświadczenie. Rozgrywka na jednej mapie trwa jakieś 15-25 minut, co czyni grę idealną zarówno na krótkie posiedzenia, jak i długie. Twórcy udostępnili również możliwość komunikacji głosowej podczas zabawy, więc obejdzie się bez dodatkowych komunikatorów oraz problemów z dogadywaniem się w losowych drużynach.
To, co nie prezentuje się zbyt kolorowo, to zabawa z samą platformą Origin. Cały czas musiałem bawić się z losowymi graczami, ponieważ nie dałem rady stworzyć drużyny złożonej ze znajomych. Mam nadzieję, że w przypadku pełnej wersji problem ten zostanie naprawiony. Jest to na razie jedyna nieprzyjemność jaka spotkała mnie podczas zabawy z wersją demonstracyjną Mass Effect 3. Ogólnie muszę przyznać, że demo mnie przekonało i dzięki trybowi wieloosobowemu tytuł ten przyciągnie mnie na kilka godzin więcej. A o tym przekonamy się już 8 marca, bowiem wtedy produkcja BioWare będzie miała swoją premierę.










